POLSKIE SPOTLIGHT, CZYLI TYLKO NIE MÓW NIKOMU TOMASZA SEKIELSKIEGO - RECENZJA


             Przed obejrzeniem „Tylko nie mów nikomu” byłem pełen obaw. Poruszanie trudnych tematów, wymaga wyjątkowej delikatności, empatii, rezygnacji z formułowania prostych sądów i dobierania faktów do z góry założonych tez. Ostatnio bałem się w ten sposób przed projekcjami „Twarzy” Małgorzaty Szumowskiej i „Kleru” Wojciecha Smarzowskiego. I w obu przypadkach moje obawy okazały się uzasadnione. Gruba krecha wygrywała z subtelnościami. Potrzeba by dopiec, wygrywała ze współczuciem wobec ofiar i pokrzywdzonych (mam na myśli również ofiary systemu i hierarchii społecznej). Jednak tym razem lęk był bezpodstawny. Film dokumentalny Tomasza Sekielskiego jest wręcz niewiarygodnie mądry i wyważony. Piszę „niewiarygodnie”, ponieważ aktualna debata medialna i publiczna, szczególnie w sprawach dotyczących religii i światopoglądu, przypomina w naszym kraju raczej wojnę wrogich obozów, niż cywilizowaną rozmowę.


            Co niezwykle ważne, „Tylko nie mów nikomu” jest filmem o pedofilii w polskim kościele, który został w pełni sfinansowany z pieniędzy przekazanych Sekielskiemu przez internautów za pomocą platformy Patronite. Sekielski zanim zwrócił się do nas, do wszystkich użytkowników egzystujących w wirtualnym świecie, próbował przekonać do swojego projektu najważniejsze polskie stacje telewizyjne. Żadna z nich jednak nie zdecydowała się na wsparcie realizacji. Takie decyzje koncernów medialnych stawiają film Sekielskiego w najlepszym możliwym świetle. Dziennikarz miał swoją wizję i zrealizował ją w zgodzie z własnym sumieniem i etyką dziennikarską. Nie pozwolił sobie na podporządkowanie, zideologizowanie. Sekielski nie wypowiada się w imieniu jakiejkolwiek opcji politycznej, czy mocodawcy. Wypowiada się w imieniu ofiar, w imieniu ludzkiego współczucia. Tym samym reżyser, mimochodem, ośmiesza medialny mainstream i wskazuje na jego niemoc oraz nieumiejętność opowiadania w sposób rzetelny o sprawach prawdziwie ważnych.
Sekielski w „Tylko nie mów nikomu” nie próbuje nam niczego na siłę perswadować. Zebrany przez niego materiał, zarejestrowane konfrontacje, mają mówić same za siebie. I mówią. Mówią z niebotyczną siłą, która wielu oglądających może emocjonalnie zdruzgotać. I to przynajmniej z dwóch powodów.
Po pierwsze, oprawcy w dokumencie okazują się ludźmi. Nie demonami. Nie obleśnymi diabłami z czerwonymi od pożądania oczami, ale ludźmi. Takimi jak na pozór ty, czy ja. W dwóch przypadkach księża, którzy dopuścili się pedofilii są starszymi, niedołężnymi panami. W normalnych okolicznościach budziliby nasze współczucie. Ci ludzie, nieświadomi ukrytych kamer, w konfrontacji ze swoimi ofiarami przyznają się do zarzucanych im czynów. Czasem starają się zbrodnie bagatelizować, bo „namiętność była obustronna”, bo „diabeł mną zawładnął”. Jeden z księży przeprasza wielokrotnie i boi się bożej sprawiedliwości, która dosięgnie go po śmierci, a w geście zadośćuczynienia, chce swoją ofiarę, Annę, pocałować w rękę. Jest to moment budzący grozę i obrzydzenie. Ktoś kto był molestowany jako dziecko, nagle miałby zostać przeproszony poprzez kontakt fizyczny. Anna oczywiście nie zgadza się na tę ekspiację ze strony księdza i chwilę później wybiega z pokoju emerytowanego duchownego. Nie wytrzymuje przypływu wspomnień i wracającej z pełną siłą traumy. Jednak świadectwa takich konformacji jak ta, są nie do przecenienia. Od zawsze w debacie na temat pedofilii w kościele mówi się – pokażcie nam niezbite dowody, że takie rzeczy miały miejsce. Te nagrania są właśnie tymi niezbitymi dowodami.
Po drugie, pedofilia w filmie Sekielskiego zostaje ukazana jako systemowy problem Kościoła Katolickiego. Skazani pedofile są przez instytucję kryci, przenoszeni z parafii do parafii, ponownie i ponownie oprawcy, z powodu ciągłego tuszowania spraw, torują sobie drogę do kolejnych potencjalnych ofiar, bo raz jeszcze udaje im się pracować z dziećmi – jako opiekunowie ministrantów, katecheci, itp. Niby tego rodzaju fakty nie są żadnymi rewelacjami, mówi się o nich od lat, ale i tym razem Sekielski na tyle sprawnie prowadzi swoje dziennikarskie śledztwo, że nie pozostawia nam wątpliwości, że takie są właśnie powszechne praktyki. Szczególnie przerażający jest fragment zarejestrowanych rekolekcji dla dzieci prowadzonych przez księdza po wyroku i z sądowym dożywotnim zakazem pracy z nieletnimi.
Sekielski od początku mówił, że jego film nie jest antyreligijny, ani nawet antykościelny. Z tym, że można mówić jedno, a zrobić dokument o zupełnie innym wydźwięku. Ale dziennikarz nie kłamał. Do każdego swojego rozmówcy, który jest związany z kościołem podchodzi z delikatnością, łagodnością i nadzieją, że ten wyjaśni mu dlaczego pedofil z wyrokiem pracuje z dziećmi, odprawia mszę i spowiada. Raz spotyka się z agresją, innym razem ze zdziwieniem księży, którzy nie mogą uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się w ich parafii, czy biskupstwie. Najczęściej jednak reżyser odbija się od ludzi wtłoczonych w sprawnie zarządzany system, który każdą próbę wyjaśnienia sprawy traktuje jako atak na cały kościół i wiarę jako taką.
Sekielski swoje szczere, pozbawione zapalczywości intencje potwierdza również na poziomie formy filmowej. „Tylko nie mów nikomu” jest dokumentem niezwykle świadomie skomponowanym i zmontowanym, pozbawionym zbędnych zabiegów retorycznych. Zaczynamy od opowieści Anny, która pod względem wizualizacji jest historią najbardziej dobitną, chwilami być może nawet odrobinę przeszarżowaną (duża ilość zdjęć w zwolnionym tempie, mleko lejące się po księżowskiej brodzie). Wydaje się jednak, że ten zabieg ma jedynie przykuć uwagę widza, a nie prowadzić do jednoznacznej oceny. Najlepiej świadczy o tym fakt, że w dalszej części takich wstawek Sekielski już w zasadzie nie używa, a w zamian kolejne opowieści zestawia choćby z niezwykle rzetelnie zarysowywanym przez psychoterapeutkę Małgorzatę Szewczyk-Nowak, psychologicznym tłem dla pedofilii wśród księży. Od szczegółu, czyli jednostkowych historii, Sekielski przechodzi do opisywania mechanizmów systemu, ale jednocześnie nigdy nie traci z oczu tego, co najważniejsze, czyli tragedii konkretnych osób. „Tylko nie mów nikomu” ma również niezwykle udaną klamrę narracyjną. Ostatnią ofiarą, której historię poznajemy, jest ksiądz. Człowiek ten stwierdza, że jego powołanie, pomimo gwałtów, których doznał ze strony duchownego, musi być udziałem sił nadprzyrodzonych. W domyśle słychać wiarę w to, że posługa kapłańska takiej osoby jak on ma być orężem w nierównej walce o wyrównywanie krzywd, bo teraz, być może jak nigdy wcześniej, potrzeba wśród duchownych po prostu dobrych ludzi.
         Cały film kończy się symboliczną nieudaną próbą kontaktu dwóch bohaterów z kardynałem Stanisławem Dziwiszem. Mężczyźni chcą zapytać i zrozumieć, dlaczego pedofilia była w kościele tuszowana, dlaczego było to możliwe za czasów pontyfikatu Jana Pawła II?  Nie ma jednak w tym zakończeniu agresji, jest smutek, że po raz kolejny instytucja ma zamknięte drzwi, że nie ma jak, nie ma kiedy, wysłuchać pokrzywdzonych. Ale jest tu też miejsce na nadzieję, że jeśli nie teraz, to może następnym razem, może kolejne pukanie spotka się odpowiedzią, z chęcią oczyszczenia, prawdziwą zmianą i reformą, a ofiara stanie się przedmiotem (czy raczej podmiotem) największej troski, a oprawca zostanie jednoznacznie potępiony i ukarany.


Na koniec raz jeszcze warto zaznaczyć, że największa siła „Tylko nie mów nikomu” tkwi w nienagannej postawie dziennikarskiej Sekielskiego. Nie pamiętam kiedy ostatnio dobro człowieka i chęć objawienia szczerej niepodrasowanej w żaden sposób prawdy, zostało w tym zawodzie uznane tak wyraźnie i szczerze, za wartość nadrzędną. Gdyby „Tylko nie mów nikomu” powstało za oceanem, to byłby to dokument z wielkimi szansami na Oscara, ponieważ to nie tylko sprawnie zrealizowany film, ale przede wszystkim obraz spełniający misję. Obraz, który ma szansę wywołać pozytywne skutki i zainicjować zmiany. I tego Sekielskiemu życzę, żeby „Tylko nie mów nikomu” zmieniło świat. Choćby odrobinę.

Ocena: 9/10
Mateusz Żebrowski

Komentarze

Popularne posty