AGA - RECENZJA FILMU MILKO LAZAROVA


                Bułgarski reżyser Milko Lazarov w swoim drugim pełnometrażowym filmie przenosi widzów do mroźnej Jakucji, żeby opowiedzieć o losach starszego małżeństwa, które, chociaż osamotnione, wciąż żyje w zgodzie z tradycjami ludów koła podbiegunowego. „Aga” nie jest jednak ani zapisem etnograficznym, ani zwykłą fabularyzacją trudów codzienności w ekstremalnych warunkach. To opowieść o małej i cichej apokalipsie, wydarzającej się w świecie, gdzie pierwotny styl życia, powoli przestaje mieć rację bytu. Jedynym, choć doraźnym ratunkiem, wydaje się być w tej sytuacji miłość i wzajemne zrozumienie najbliższych sobie ludzi.


                „Aga”, chociaż chwilami sprawia wrażenie dokumentalnego zapisu egzystencji jakuckiego małżeństwa, tak naprawdę jest pełnokrwistą fabułą z wpisanym w narrację konfliktem. Lazarov przyznaje, że historia jak ta, ostatniej pary na ziemi (ostatniej w sposób metaforyczny), mogłaby wydarzyć się wszędzie. Reżyser stawia więc nie na etnograficzną precyzję (na co mogłoby wskazywać ujęcie otwierające film, ukazujące kobietę ubraną w tradycyjny jakucki strój i grającą na drumli), ale na uniwersalny wymiar ludzkiego istnienia. Co nie znaczy, że w „Adze” brakuje rytualnej codzienności ludów pierwotnych. Obserwujemy jak główni bohaterowie Nanook i Sedna zmagają się z mrozem poprzez powtarzane czynności, doba po dobie. Wszystkie przeciwności losu przyjmują w ciszy i z pokorą, dzieląc się prozaiczną czułością, która sama w sobie też staje się rytuałem niezbędnym do przetrwania. Waga tych małych ceremonii zostaje podkreślona również poprzez imię jakie zostało nadane głównemu bohaterowi. Nanook, to również tytuł najsłynniejszego dokumenty Roberta Flaherty’ego z 1922 roku, który przedstawiał rok z życia kanadyjskich Inuitów.
„Aga” nie kończy się jednak na obserwacji tego, skąpanego w bieli i przepięknie sfilmowanego, zwykłego niezwykłego żywota. Tym, co podskórnie napędza „Agę”, jest akcentowany, co jakiś czas rozłam pomiędzy bohaterami, a resztą świata. Po niebie latają samoloty, z najbliższej osady przybywa Chena, żeby zaopatrzyć Nanooka i Sednę w towary, których sami nie są w stanie zdobyć. Przede wszystkim jednak Nanook i Sedna są tymi, którzy jako ostatni z plemienia, nie zdecydowali się porzucić tradycyjnego sposobu życia, i nie przeprowadzili się do miasta. Miasto okazało się niszczycielem pierwotnej wspólnoty, ale również niszczycielem rodziny, ponieważ najważniejszym rozłamem pomiędzy arktycznym tu i miastowym tam, jest relacja bohaterów z tytułową Agą, czyli córką głównych bohaterów. Oni zostali, ona wyjechała. Film nie daje odpowiedzi na to, czy rozłam w rodzinie został spowodowany jedynie opuszczeniem przez Agę rodzinnych stron, czy też córka zawiniła czymś jeszcze. Lazarov mówi jednak jasno, że rodzina, wzajemny szacunek jej członków i umiejętność wybaczania, są być może ważniejszym warunkiem przetrwania, niż trzymanie się tradycji. Również dlatego, że tradycja kultywowana w samotności, przestaje mieć znaczenie, zyskuje na wartości dopiero we wspólnocie. 


Nie wszystko jest jednak w „Adze” udane. Kiedy katastrofa już nastąpiła, kiedy wieszczące przyszłość symbole i sny przemieniły się w prawdę, następuje spodziewany obszerny epilog. I wtedy coś nagle się w filmie Lazarova psuje. O ile pomysł na pokazanie życia w arktycznych warunkach z perspektywy osamotnienia pośród piękna i brutalności przyrody sprawdził się i wybrzmiał w pełni, o tyle finalne kino drogi nie angażuje i sprawia wrażenie doklejonego do reszty. Świadczą o tym zresztą wpadki fabularne. Lazarov pewne problematyczne kwestie zamiata pod dywan (czy też przykrywa grubą warstwą śniegu) i pozwala akcji toczyć się dalej. Przez ostatnie dwadzieścia minut obserwujemy zupełnie inny film. Zmienia się styl i rytm prowadzonej historii i nie jest to zmiana, która pozwala na silniejsze zaakcentowanie całości.
Niezależnie jednak od tego, „Agę” należy uznać za niezwykle ciekawy i w znacznym stopniu, udany projekt. Lazarov wybrał się ze swoją ekipą do Jakucji, gdzie czekały na niego siarczyste mrozy, a w głównych rolach obsadził miejscowych aktorów, którzy świetnie sprawdzili się w wyznaczonej przez reżysera konwencji. Mikhail Aprosimov i Fedosia Ivanova poradzili sobie z zadaniem na tyle dobrze, że niekiedy naprawdę można dać się nabrać i uznać, że obserwujemy w filmie naturszczyków w ich naturalnych warunkach bytowania.


Filmy takie jak „Aga”, nawet jeśli nie są perfekcyjne, to z pewnością są potrzebne. Opowiadają o przemijającym świecie, w którym człowiek wciąż stara dogadywać się z naturą. A przy tym Lazarov nie zapomina, że do przetrwania niezbędne jest znalezienie wspólnego języka nie tylko z otoczeniem, ale również z drugim człowiekiem. I chociaż reżyser nie decyduje się wprost na taką refleksję, to można uznać, że być może wspólnota jest środkiem, dzięki któremu udaje się ratować nie tylko jednostkę, ale również całą otaczająca nas rzeczywistość.

Ocena: 7/10
Mateusz Żebrowski



Komentarze

Popularne posty